Zajrzyj do środka
Pięć stron z gotowego pliku, do przewracania strzałkami albo palcem. Ryciny botaniczne pochodzą z atlasu Köhlera z 1887 roku - po jednej przy każdej recepturze.
Czterdzieści dziewięć receptur za 19,99 zł
Czterdzieści groszy za jedną recepturę. Tyle co marchewka, a zostaje na zawsze.
Cena promocyjna · zwykle 49,99 złW nocy kaszel się nasila. Trzecia noc prawie bez snu, a syrop z apteki stoi na blacie i nic po nim nie widać. Stoisz w kuchni i próbujesz sobie przypomnieć, co w takich razach robiła babcia. Coś parzyła. Chyba z miodem. Ale ile tego było i jak długo?
Wpisujesz w telefon. Wychodzi dwadzieścia przepisów i każdy inny. Jedni piszą dwie łyżki, drudzy cztery. Żaden nie mówi, na ile odstawić ani ile to jest za dużo. Wszystko na oko.
Rano ktoś pyta, jak minęła noc. Mówisz, że kiepsko. Ona na to: „a moja mama zawsze dawała na to lipę". I podaje przepis z pamięci, tak po prostu, jakby to była najzwyklejsza rzecz pod słońcem.
Ty tego nie masz. Nie dlatego, że czegoś Ci brakuje. Dlatego, że nikt Ci tego nie zapisał.
Trzy rzeczy, przez które domowe sposoby się nie udają
Nie odpuszczasz ziół dlatego, że w nie nie wierzysz. Odpuszczasz, bo poprzednim razem coś poszło nie tak.
Skąd wziął się ten zeszyt
Ten zeszyt nie jest mój. Leżał u matki w szufladzie pod obrusami, oprawiony w ceratę, z rogami zjedzonymi przez wilgoć. Pisał go ktoś przede mną i nie wiem kto, bo pierwsze strony wypadły.
Przepisałam wszystko, co dało się odczytać. Nie wszystko dało się przepisać wprost - przy połowie receptur brakowało miary albo czasu, bo ten, kto pisał, miał to w rękach i nie musiał notować. Te liczby dopisałam sama, sprawdzając w swojej kuchni, ile naprawdę trzeba i jak długo.
Przy czternastu recepturach musiałam dopisać coś jeszcze: kto ma tego nie pić. Tego w zeszycie nie było i w przepisach z internetu też nie ma. Sprawdziłam to wobec monografii ziołowych, nie wobec cudzego bloga.
Teraz jest Twój. Rób z nim, co chcesz.
Trzy liczby, których nie ma w przepisach z sieci
Przepisy krążące w internecie podają rośliny, ale nie podają trzech liczb: ile, jak długo i kiedy. Bez nich napar wychodzi albo tak słaby, że nic po nim nie czuć, albo tak gorzki, że nie da się go wypić.
To nie jest Twoja wina i nie znaczy, że nie umiesz. Znaczy tylko, że dostajesz przepis bez miary.
Dlatego każda receptura zaczyna się od tych trzech liczb, wypisanych u góry strony, zanim jeszcze zacznie się przepis.
Co jest w środku
Sześć rozdziałów nazwanych tak, jak człowiek szuka. Siedemdziesiąt stron, jedna receptura na jedną stronę - nic się nie przelewa i nie trzeba przewracać kartki w połowie przepisu.
Ile naprawdę waży łyżeczka suszu, a ile garść. Okazuje się, że łyżeczka to około grama, a nie pięciu.
Bo dziewannę myli się z naparstnicą, a koper i kminek rosną w towarzystwie szczwołu.
Który miesiąc, która roślina, która jej część. I osobno: czego w nim nie ma i dlaczego.
Dwadzieścia siedem gatunków z nazwami łacińskimi i numerami stron.
Na własne zapiski, po jednej na koniec każdego rozdziału.
Jak zbudowana jest jedna receptura
Każda strona ma ten sam układ, w tej samej kolejności. Po trzeciej recepturze wiesz, gdzie czego szukać, i przestajesz czytać stronę od góry.
Trzy liczby u góry
Czas, porcja, pora. Widzisz od razu, czy zdążysz to zrobić dziś wieczorem, zanim przeczytasz choć jeden składnik.
Rycina rośliny
Z atlasu Köhlera z 1887 roku. Poznajesz roślinę w sklepie i na łące, zamiast zgadywać po nazwie.
Składniki w miarach domowych
Łyżeczka, garść, pół szklanki. Bez wagi kuchennej, bo o drugiej w nocy nikt jej nie szuka.
Kroki z uzasadnieniem
Każdy zawiera uzasadnienie, dlaczego akurat tak - „nie dłużej niż dziesięć minut, potem gorzknieje". Wiesz, co wolno zmienić, a czego nie.
Jak stosować
Ile naraz, ile razy dziennie, jak długo. To jest ta część, której w przepisach z sieci nie ma prawie nigdy.
Ramka „Kiedy uważać"
Czternaście receptur zawiera ramkę: kto ma tego nie pić i jak długo wolno. Sprawdzone wobec monografii ziołowych.
Gdzie napisałam „uważaj"
Czternaście receptur zawiera osobną ramkę: kto ma tego nie pić i jak długo wolno. Przeciwwskazania są sprawdzone wobec monografii ziołowych, a nie przepisane z internetu.
Nie ma tego w przepisach z sieci, a powinno być. Zioło nie jest łagodne dlatego, że rośnie na łące.
Zanim kupisz
Dostanę książkę papierową?
Nie. To plik PDF w formacie A5, siedemdziesiąt stron. Wysyłki nie ma, bo nie ma czego wysyłać - link do pobrania przychodzi od razu po płatności.
Poradzę sobie z plikiem na telefonie?
PDF otwiera się w każdym telefonie bez instalowania czegokolwiek. Format A5 jest wielkości ekranu, więc nie trzeba przybliżać i przesuwać.
Mogę wydrukować?
Tak, plik nie ma zabezpieczeń. Dwie strony A5 mieszczą się na jednej kartce A4. Kupujesz do własnego użytku - drukujesz sobie, nie dla znajomych.
Składniki są drogie? Skąd je wziąć?
Większość stoi w kuchni: miód, cytryna, czosnek, siemię, kminek. Zioła, których nie ma, kupuje się w zielarni albo w aptece, po kilka złotych za torebkę, która starcza na miesiące.
WkrótceSkładam własne mieszanki - te same, które parzę u siebie, odważone i gotowe do zaparzenia. Niedługo będzie je można kupić tutaj, obok zeszytu.
To zastępuje lekarza?
Nie i nigdzie tak nie piszę. To domowe sposoby na drobne dolegliwości - kaszel, kłopoty z zasypianiem, ciężkość w brzuchu. Przy czymś, co trwa albo się nasila, idzie się do lekarza.
Zapłacę BLIK-iem?
Tak, BLIK-iem, kartą albo przelewem. Płatność obsługuje naffy.io, konta zakładać nie trzeba.
Zeszyt jest gotowy
Plik PDF, siedemdziesiąt stron, format A5 - czyta się wygodnie na telefonie i na czytniku. Dostęp od razu po zakupie, na zawsze, bez subskrypcji.
To tradycyjne domowe sposoby spisane z rodzinnego zeszytu, a nie porada medyczna. Przy przewlekłych dolegliwościach, w ciąży i u małych dzieci - porada lekarza.