Co jest w środku
Dziewięć rozdziałów nazwanych tak, jak człowiek szuka. Dziewięćdziesiąt osiem stron, jedna receptura na jedną stronę - nic się nie przelewa i nie trzeba przewracać kartki w połowie przepisu.









Ile naprawdę waży łyżeczka suszu, a ile garść. Okazuje się, że łyżeczka to około grama, a nie pięciu.
Bo dziewannę myli się z naparstnicą, a koper i kminek rosną w towarzystwie szczwołu.
Który miesiąc, która roślina, która jej część. I osobno: czego w nim nie ma i dlaczego.
Zajrzyj do środka
Pięć stron z gotowego pliku. Przewracasz strzałkami albo palcem, klikasz, żeby powiększyć.
Co piszą czytelniczki
Trzy głosy od kobiet,
które już go mają
Opinie z zamówień, spisane z tego, co powiedziały.
★★★★★Najbardziej podoba mi się, że wszystko mam w jednym miejscu. Otwieram i jest napisane krok po kroku, bez szukania po omacku. I czuć, że babcia wie, co mówi.
★★★★★Dobry pomysł, żeby zebrać domowe sposoby razem. Kilka przepisów przypomniało mi moją mamę. Nie wszystko jest dla mnie, ale i tak znalazłam sporo ciekawych rzeczy.
★★★★★To jedna z tych książek, do których się wraca. Mam ją w telefonie i zaglądam, kiedy przypomni mi się jakiś babciny sposób. Ciepło napisana i czytelna.
Prawdziwe wypowiedzi czytelniczek. Pojedyncza opinia nie jest gwarancją, że sposób zadziała u każdego.
Do zeszytu dokładam
Sześć osobnych plików do wydrukowania, w tej samej cenie. Zeszyt zostaje na półce, a te wieszasz tam, gdzie pracujesz.
Przeziębienie, sen, ciężki żołądek, zmęczone nogi. Po siedem receptur na karcie, format A5, wszystko na jednej stronie.
Dwadzieścia sześć roślin i miesiące, w których się je zbiera. Do powieszenia w kuchni albo w szopie.
Trzydzieści pięć surowców z kratkami, ułożonych od tego, który otwiera najwięcej receptur. Bierzesz do torby i odhaczasz.
Siedemdziesiąt receptur za 19,99 zł
Niecałe trzydzieści groszy za jedną recepturę.
Tyle co marchewka, a zostaje na zawsze.
W nocy kaszel się nasila. Trzecia noc prawie bez snu, a syrop z apteki stoi na blacie i nic po nim nie widać. Stoisz w kuchni i próbujesz sobie przypomnieć, co w takich razach robiła babcia. Coś parzyła. Chyba z miodem. Ale ile tego było i jak długo?
Wpisujesz w telefon. Wychodzi dwadzieścia przepisów i każdy inny. Jedni piszą dwie łyżki, drudzy cztery. Żaden nie mówi, na ile odstawić ani ile to jest za dużo. Wszystko na oko.
Rano ktoś pyta, jak minęła noc. Mówisz, że kiepsko. Ona na to: „a moja mama zawsze dawała na to lipę". I podaje przepis z pamięci, tak po prostu, jakby to była najzwyklejsza rzecz pod słońcem.
Ty tego nie masz. Nie dlatego, że czegoś Ci brakuje. Dlatego, że nikt Ci tego nie zapisał.
Trzy rzeczy, przez które domowe sposoby się nie udają
Nie odpuszczasz ziół dlatego, że w nie nie wierzysz. Odpuszczasz, bo poprzednim razem coś poszło nie tak.
Skąd wziął się ten zeszyt
Ten zeszyt nie jest mój. Leżał u matki w szufladzie pod obrusami, oprawiony w ceratę, z rogami zjedzonymi przez wilgoć. Pisał go ktoś przede mną i nie wiem kto, bo pierwsze strony wypadły.
Przepisałam wszystko, co dało się odczytać. Nie wszystko dało się przepisać wprost - przy połowie receptur brakowało miary albo czasu, bo ten, kto pisał, miał to w rękach i nie musiał notować. Te liczby dopisałam sama, sprawdzając w swojej kuchni, ile naprawdę trzeba i jak długo.
Przy czternastu recepturach musiałam dopisać coś jeszcze: kto ma tego nie pić. Tego w zeszycie nie było i w przepisach z internetu też nie ma. Sprawdziłam to wobec monografii ziołowych, nie wobec cudzego bloga.
Teraz jest Twój. Rób z nim, co chcesz.
Zeszyt czeka gotowy
Wiesz już, co jest w środku i jak zbudowana jest jedna receptura. Zeszyt czeka gotowy.
Zanim kupisz
Dostanę książkę papierową?
Nie. To plik PDF w formacie A5, 98 stron. Wysyłki nie ma, bo nie ma czego wysyłać - link do pobrania przychodzi od razu po płatności.
Poradzę sobie z plikiem na telefonie?
PDF otwiera się w każdym telefonie bez instalowania czegokolwiek. Format A5 jest wielkości ekranu, więc nie trzeba przybliżać i przesuwać.
Mogę wydrukować?
Tak, plik nie ma zabezpieczeń. Dwie strony A5 mieszczą się na jednej kartce A4. Kupujesz do własnego użytku - drukujesz sobie, nie dla znajomych.
Składniki są drogie? Skąd je wziąć?
Większość stoi w kuchni: miód, cytryna, czosnek, siemię, kminek. Zioła, których nie ma, kupuje się w zielarni albo w aptece, po kilka złotych za torebkę, która starcza na miesiące.
WkrótceSkładam własne mieszanki - te same, które parzę u siebie, odważone i gotowe do zaparzenia. Niedługo będzie je można kupić tutaj, obok zeszytu.
To zastępuje lekarza?
Nie i nigdzie tak nie piszę. To domowe sposoby na drobne dolegliwości - kaszel, kłopoty z zasypianiem, ciężkość w brzuchu. Przy czymś, co trwa albo się nasila, idzie się do lekarza.
Zapłacę BLIK-iem?
Tak, BLIK-iem, kartą albo przelewem. Płatność obsługuje naffy.io, konta zakładać nie trzeba.
To subskrypcja?
Nie. Płacisz raz i zeszyt zostaje u Ciebie na zawsze. Nic się nie odnawia i nic nie schodzi z karty w następnym miesiącu.
Mogę zwrócić?
Plik przychodzi od razu po zakupie, dlatego przy zamówieniu potwierdzasz, że rezygnujesz z prawa do odstąpienia od umowy - tak działa sprzedaż plików. Ale jeśli plik nie doszedł, nie otwiera się albo dostałaś nie to, co trzeba, napisz na zapiski.babciajadzia@gmail.com i podaj adres użyty przy zamówieniu. Naprawię to albo oddam pieniądze.
Biorę leki na stałe albo jestem w ciąży. To dla mnie?
Przy czternastu recepturach stoi ramka z informacją, kto ma tego nie pić - sprawdzone wobec monografii ziołowych, nie wobec cudzego bloga. Jeśli bierzesz leki na stałe, jesteś w ciąży, karmisz piersią albo leczysz się przewlekle, najpierw zapytaj lekarza lub farmaceuty.
To tradycyjne domowe sposoby spisane z rodzinnego zeszytu, a nie porada medyczna. Przy przewlekłych dolegliwościach, w ciąży i u małych dzieci - porada lekarza.